środa, 4 maja 2016

Widzieć, nie zawsze znaczy dostrzec.

Cóż one robią?  Spoglądamy na nie, jeśli tylko pozwalają na siebie spoglądać.  Wtedy, możemy choć przez chwilę poczuć się ich cząstką.  Sądzimy, że wciąż są takie same. A, jednak.  Wystarczy tylko jedno drgnięcie powiek, by stracić je z oczu.  Może nam się wydawać, że nadal na nie patrzymy. Jednak, jest to tylko złudzenie tak rzeczywiste, że po prostu mu ulegamy, bez wątpliwości i pytań. Dlaczego, i  z jakiego powodu. Z braku świadomości zmiany. Czy jest nam z tym źle?  Nie wiemy. To właśnie, z powodu jej braku.  Dzieli nas niby nieosiągalna przestrzeń, a mimo to jesteśmy tak blisko siebie. Na wyciągnięcie ręki.  To właśnie przez nie, ale także dzięki nim. Gubimy się i odnajdujemy.  Są darem i zagładą. Dają i odbierają.  Kiedy spadają, opuszczając swój kosmiczny świat. Widząc to wypowiadamy swe życzenia.  Gdy, zdarzy nam się kochać w ich blasku. One, dzielą się z nami swym oddechem. My, przyjmujemy jego tchnienie z wdzięcznością, i dzielimy się nim między sobą.  W swych oczach wpatrzonych w siebie, po przez  dostrzeżenie w nich ich odbicia, odkrywamy miłość. Tą samą. Która gaśnie, wraz z ich zniknięciem. Tego zawsze żałujemy. Potrafią, też nas zwodzić. Czyniąc swym blaskiem, i światłem obietnice. Obietnice, które potrafią dać nadzieję wraz z ich ujrzeniem, i nagle ją odbierając, wraz z ich nagłym odejściem w niebyt.  Lśnienie, może zamienić się w ciemność.  Czasami, sami nimi się stajemy.  Jesteśmy darem? Oczekiwaniem na niego? Czy też niespełnieniem? 

czwartek, 21 kwietnia 2016

Może się zdarzyć.

Spogląda magia, w nasze oczy. Spogląda nawet, gdy mamy je zamknięte.  Może połączyć z nocą dzień, odnaleźć miejsca w nas, i sposób by otworzyć drzwi,  jej siłom niedostępne.  Pozwólmy , na ukazanie mocy swej, otwórzmy się na dziwy, i rzeczy niepojęte. Wtedy wraz z dotykiem jej, dostrzeżemy to, co umyka nam, a jest pięknem.  Może, da nam w rękę różdżkę swą, a przy tym przyzwolenie. Kiedy pozwoli połączyć z nocą dzień, odkryje to, co do tej pory wydawało się nam, że jest nam niedostępne.  Rzucimy wtedy własne czary, by świat uczynić lepszym.  Słabym dodamy w siebie wiarę, nadzieję, i zachętę.  Tą, różdżką jesteś właśnie ty. Jej mocy sam, nadasz kierunek.  Czy chcesz być dobry, czy też zły, czy nieść zagładę, czy ratunek.  Pomyślmy jednak o radościach, wolności duszy bez jej łkań.  Pomyślmy o rozwijających się w niej kwiatach. Miłości, szczęścia, rozchylających się jej płatkach, mówiących wprost do ciebie. Kochaj mnie, a jeśli mnie pokochałeś, bądź przy mnie, i przy mnie trwaj, bez względu na pogodę, nawet kiedy me listki będą opadać.  W tobie znajdę ratunek, w szczęściu.  Niech nas zachwyca noc i dzień, niech wyobraźnia sięgnie niebios, a nawet ponad nie, bo granicami jest tylko niemoc.  Jeśli przezwyciężymy właśnie nią, bądźmy jak dmuchawce, szukając ciągle nowych miejsc, niesionych wiatrem.  Skorzystajmy z tego, co nam dane. Pozwólmy gwiazdą spadać. Niech noc połączy się z tym  dniem, kiedy magia ma to sprawiać.  Niech spadnie na nas czaru deszcz, i obsypie nas łaskawie. Ja się wreszcie dowiem, kim jestem i ty też, wreszcie będziemy mieli szansę by odnaleźć się.  Więcej słów, nie trzeba pisać, nic dodać i nic ująć. Jeśli szansę od magii masz, należy ją z wdzięcznością przyjąć.

poniedziałek, 14 marca 2016

Podróż w nieznane.

Budujesz, swoją arkę. Arkę, być może nie przymierza, nie dla całego świata.  Lecz taką, która będzie twoim schronieniem, przed potopem niespełnień, przegranych, lub też zawiedzeń. Budujesz, swoją arkę. Arkę, ocalenia swej istoty, która pozwoli tobie, na unoszenie się, i wznoszenie na sztormowych falach przeżyć.  Budujesz, swoją arkę. Lecz, nie ze ściętych drzew, tylko z uczuć duszy.   Cóż, możesz ze sobą zabrać, w podróż nieznaną.  Może, bagaż doświadczeń, który byłby ostrzeżeniem przed przegraną. Lub, też równie dobrze, pełen wskazówek na wygraną. Być to mogą, właśnie te drzewa których nie ściąłeś , by ową arkę zbudować. Bo, one do ciebie przemawiają w swej mądrości. Być może, kwiaty w których kryje się piękno i miłość. A, może nasiona ufności, zaufania i wiary w to, że nie zawsze trzeba być skrzywdzonym, krzywdzącym. Tylko, tym kogo często nie bierzemy pod uwagę, czyli sprawiedliwym.  Nie wyrocznią, nie prawdą jedyną, popadającą w samo zachwyt, lub samouwielbienie. Lecz czystą ewentualnością, wyborem, możliwością. Garścią ziemi, zaczątkiem do szczerości, z której  kiedyś zbudujesz cała drogę.  Zapewne, zabrał byś ze sobą wiatr, który by swym oddechem napełniał płuca twych żagli.  Wiatr, który dał by siłę skrzydłom gołębim twego serca, na podróż do miejsca w którym chciałbyś osiąść.  Słońce radosne i ciepły deszcz, blask księżyca i gwiazdy na niebie. Wszystko po to, by przetrwać i nie zagubić siebie, w trudnej podróży.  Nie możesz również zapomnieć, o choć kilku iskrach ognia. Ognia, który może doprowadzić ciebie do gorączki myśli, i zniszczyć. Lecz, również tegoż samego, tyle że w innych barwach pałającego. Ognia, dającego poczucie bezpieczeństwa, ciepła, a nawet rozkoszy. Ognia, niosącego ze sobą spokój i tak potrzebne światło nadziei, dla wędrujących tak jak i ty pośród nocy.  Dlatego właśnie, budujesz arkę.  Zwyczajną łodzią pływasz teraz, a chcesz to zmienić.  Potrzebujesz czegoś więcej, światła, uczuć, przestrzeni.  Potrzebujesz arki, by swe życie odmienić. 

poniedziałek, 7 marca 2016

Postrzeganie.

Przyszedł dzień, zresztą podobny do wielu innych, niewyjaśniony. I, jak to zwykle bywa, znaków na niebie, czy też na ziemi, próżno by było szukać.  Choć, może się pojawiły, lecz ty ich nie dostrzegłeś. Przynajmniej, do pewnego czasu. Przyzwyczajony do szarości dnia, nie oczekiwałeś żadnej zmiany. Tymczasem, twoje wewnętrzne ja, stukotem serca próbowało się do ciebie dostać. Trudno, jednak jest przedostać się, poprzez letarg uczuć uśpionych.  One, nie budzą się na zawołanie. Często, nie słyszą dobiegającego do nich stukania, lub dochodzi do nich odgłos tak słaby, że nie wiedzą. Czy, to jest nadal sen, czy prawdziwe wołanie do przebudzenia.  Od czego, jednak jest przyjaciółka.  Jedyna wierna, niezakłamana.  Natura. Czy też człowiecza, czy też przyrody, czy też nieokreślona dotąd, przez nikogo nie nazwana i niezdefiniowana. Lecz, musi być prawdziwa.  W końcu jednak otwierasz oczy, choć jeszcze mgłą snu spowite, lecz z każdym podniesieniem powieki, coraz bardziej ostrość odzyskujące.  W swej głowie, nadal słyszysz coś, co może być przekazem. Lecz jest on odległy, cząstkowy, niewyraźny.  Po przebudzeniu, potrzeba jeszcze kilku chwil, by znaleźć przejście pomiędzy światami.  Nie zawsze jednak, jest to takie proste. Bywa tak, że przez długi czas pozostajesz w świecie, sennej iluzji. Narażasz się wtedy, na rozczarowanie a zamiast powolnego strumienia rozkoszy, napotykasz niebezpieczny wodospad goryczy.  Jeśli jednak, po tym przejściu odczuwasz swobodę myśli, dzień potrafi tobie dać z siebie wszystko, co najpiękniejsze.  Kiedy widzisz piaszczystą ziemię, może wydawać się dla ciebie ugorem, nie wartym nawet spojrzenia. Lecz równie dobrze, możesz spojrzeć na to zupełnie inaczej.  Zobaczyć ziemię, wartą wysiłku, dania jej szansy na powrót do życia i obfitych plonów.  Może potrzeba, tylko kilku ziaren chęci, może przezwyciężenia własnych słabości, a może po prostu tylko odwagi. Twoje serce, nadal wystukuje niespokojny rytm. Lecz, zaczyna już tworzyć melodię, na którą czekasz.  

sobota, 27 lutego 2016

Samoakceptacja.

Cisza i oddech. Oddech i cisza.  Porozumienie, ciała, umysłu i natury.  Zjednoczenie się z samym sobą.  Związek jedyny, który daje nam poczucie wolności prawdy, nie wyimaginowanej, lecz szczerej.  Światło i mrok, cienie i barwy.  Odnalezienie się pośród nich, mimo trudnych wyborów. Lecz również, dającym szansę na ich pokonanie. Pokonanie, tkwiących w nas samych, przeszkód, na przykład słabości, a przy tym zamieszkującym w nas, koszmarnych potworów.  Myśli,  oczekujące . Prawdy, niepoznane.  Słowa, które czasami trudno wypowiedzieć głośno.  Słowa ,które niekiedy łatwiej  przekazać, formą zawartą w literach złożonych i  mieć nadzieję, że właściwie zostaną odczytane.  Stałość i destabilizacja. Przyciąganie i odrzucanie. Prawda i fałsz, a przy tym budowa naszej istoty, z niezgodą na jej manipulację.  Niebo i ziemia, podróż drogą w górę i w dół, lub też jej odwrotność.  Poezja, proza, czy też dramat, a może komedia.  Teatr wydarzeń, świadomości i nieświadomości.  Przegląd i recenzja, naszego życia.  Aktorzy. Ty, sam.  Ludzie, wokół ciebie. Rzeczywistość w połączeniu z przeszłością, i przyszłością.  Teatralna sztuka, o możliwości wznoszenia się i latania. Sztuka, o marzeniach i chęciach tego spełnienia. Sztuka, o przełamywaniu barier, kompleksów, trudności. Sztuka, o zwycięstwach, powodzeniach, wygranych z samym sobą.   Widzowie. Ich odbiór, nigdy nie będzie jednoznaczny. Zresztą, to nie jest wyznacznikiem, twego losu. To, jest monodram. 

niedziela, 21 lutego 2016

Zrozumienie, samego siebie.

Idzie, człowiek zagubiony. Szuka myśli rozwiązania, w głowie zapętlonych. Szuka , błądzi, lecz nie poprzestaje. Być może, coś przeoczy. Być może, coś znajdzie. Być może, coś przez niego zauważone zostanie. Jednak, nadal poszukuje.  Dlatego, że samo poszukiwanie, w sobie celem się staje.  Przygląda się, za róg zagląda.  Może jest za kolejnym z nich, i tam się błąka.  Może, są skryte w świetle słońca, które go oślepia i stąd trudność ich  rozpoznania, stąd jego katorga, którą jest nieznane.  Może, są ukryte w samym  jądrze ciemności nocy, i to jest powodem, jego nieświadomości.   Być może, powinien szukać wśród, łąk i sadów, gdzie kolory grają.  Raz na skrzypcach, raz na harfie, muzyką swą, radość szczęścia nam oddają.  A, być to może, że pośrodku są cienia swego. Tego na, którego nikt nie zwraca uwagi, a jest częścią istnienia każdego.  Myśli sprytne, nie zawsze dają się złapać.  Kiedy sądzisz, że już je pochwyciłeś, nagle zamieniają się w ptaka.  Szybują po niebie.  Lecz, jak masz bez ich pomocy, ściągnąć je na ziemię i doznać ich mocy.  Przecież, nie wszystko musi być wyjaśnione. Nie wszystko nam dane. Zrozumienie siebie,  głównym pytaniem się staje.  Usiadł, na przydrożnym kamieniu człowiek zagubiony, wrócił do swych myśli, myśli zapętlonych.  Dały, jemu jednak szansę, na ich rozwiązanie. Jeśli sam, nie poszukasz na nie odpowiedzi, pytanie nadal pytaniem zostanie. Wciąż bez odpowiedzi.  Spojrzał więc człowiek w siebie.  Przecież, jestem człowiekiem. A, tym samym pytaniem. I, przez to właśnie, jego rozwiązaniem.

niedziela, 14 lutego 2016

Wartości spojrzenia.

Zobaczył, wyrzucony zeschnięty kwiat.  Stał się dla kogoś nieważny, bo pewnie przestał kwitnąć. Lub też, jego kwiecie straciło dla niego kolory?  Pewnie ten ktoś, kto go wyrzucił zauroczył się nowszym,, świeższym, teraz dla niego piękniejszym. Ten stary, stał się bezużyteczny i niepotrzebny.  Według tego, kto go wyrzucił.  Jego nieco pożółkłe listki, już nie przyciągały jego uwagi. Jego zapach już go nie nęcił, nie podrażniał jego zmysłów.  Nie był, już powodem do dumy, chwalącego się nim człowieka.  Inny człowiek. Podniósł z ziemi porzucenie, ujął w swe dłonie. By zbliżając do swych ust, ogrzał go swym ciepłym oddechem, dając szansę na przeżycie.  On dostrzegł, nie tylko upływający czas, którym został naznaczony. Lecz również, przyszłość czasu, młodymi listkami dającymi temu wyraz.  Dla niego stał sie kimś, kto potrzebuje na nowo uczucia. Uczucia troski, miłości i pomocy. Teraz musi go poznać, by wiedzieć, kiedy potrzeba mu słońca, zamiast cienia, cienia zamiast słońca, wody, gdy spragniony. Czasu odpoczynku, gdy tego potrzebuje. Zrozumienia, kiedy czasami listki opadają. Ten człowiek, nawet gdy jego zapach i wygląd, nie jest tak idealny jakiego ktoś od niego oczekuje, nie jest zawiedziony.  Kwiat nadal jest kwiatem, bowiem urody kwiatów nic nie może zastąpić.  Wystarczy czasami, troszkę serca spojrzenia, docenienia, by wszystko zmienić. Kroplą otuchy i wiarą w to, że jeśli się na prawdę chce. Można odbudować, kwiatów korzenie. Dać mu nowe życie, żyzną glebę, na której będzie rozkwitał na nowo. Nie koniecznie, spełniając czyjeś marzenie.  Nie musi, być wtedy na pokaz.  Nie musi, być ozdobą.  Będzie to porozumienie, między kwiatem, a tobą.